Autoetnografia jako metoda badawcza jak najbardziej przypadła mi do gustu. Zdecydowanie lepiej odnajduje się w tak zwanej „jakościówce”, więc chętnie pogłębiałam swoją wiedzę w tym zakresie. Pomimo, iż jestem zadowolona z wykonywanych na ćwiczeniach zadań postaram się teraz spojrzeć na to nieco krytyczniej. Przede wszystkim uwzględnię w swojej wypowiedzi dwie perspektywy: badacza, który analizuje autoetnograficzne wypowiedzi innych osób i badacza, który sam ową autoetnografię tworzy.
Zaczynając od pierwszego spojrzenia: badacz, który analizuje wpisy innych ma przede wszystkim możliwość ich lepszego poznania. W swoich opisach ludzie często odnoszą się do własnych emocji, stanów czy przeżyć, których mogliby nie oddać w wypowiedzi „face to face”. Niesie to ze sobą jednak pewne niebezpieczeństwo – mianowicie przeprowadzający badanie musi liczyć się z tym, że niektóre doświadczenia mogą zostać celowo ubarwione na przykład w celu zaciekawienia odbiorców bądź też całkowicie mijać się z prawdą. Jeśli jednak pominąć kwestie „autentyczności wydarzeń” autoetnografie mogą dostarczyć wielu interesujących socjologów informacji. Z tego typu opisów można bowiem nie tylko poznać daną jednostkę czy grupę, ale przede wszystkim lepiej zrozumieć motywację ich działań. Retrospekcje badanego dają badaczowi możliwość powrotu do przeszłości i wglądu w poprzednio przeżywane stany, dzięki czemu łatwiej jest intepretować aktualne.
Równie istotne wydają się być także różnego rodzaju zabiegi stosowane przez autorów autoetnografii. Często bowiem tekst pisany zostaje zilustrowany czy sfilmowany. Dodawane do tekstu obrazy, filmy czy muzyka również mogą stanowić dobre źródło wiedzy o autorze. Czemu akurat wybrał taką, a nie inną ilustrację? Ponownie warto jednak zwrócić uwagę na to, że może to być zabieg celowy, mający na celu zaciekawienie odbiorcy.
Z drugiej strony, jeśli to badacz jest autorem autoetnografii, przede wszystkim ma możliwość upamiętniania własnych przeżyć, emocji, stanów i powrotu do nich. Może sam zaobserwować różnego rodzaju powtarzalne bądź charakterystyczne dla niego zachowania, z których wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Dzięki temu będzie w stanie modyfikować swoje przyszłe działania, tak by były najbardziej korzystne dla niego. Przy pisaniu autoetnografii istnieje niestety możliwość powrotu czy też upamiętnienia nie tylko samych pozytywnych wydarzeń. Badacz może przypomnieć sobie coś od czego próbował „uciec” i wzbudzić na nowo wiele nieprzyjemnych emocji.
Autoetnografia to nie tylko forma „upamiętniania wydarzeń”. Może stać się także pewnego rodzaju „odskocznią” dla badacza, formą relaksu. Pamiętnik, dziennik czy zwykłe ręczne zapiski mogą pomóc w „wylaniu” natłoku myśli, które siedzą nam na co dzień w głowie. Ujawnia się tu bardziej aspekt psychologiczny autoetnografii i jej rola jaką może pełnić w codziennym życiu. Niektórym zdecydowanie łatwiej jest przelać swoje emocje „na papier”, niż opowiedzieć znajomemu, dlatego uważam to za zdecydowany plus tego rodzaju badań. Mojego zdania na pewno nie poprą osoby, które nie tyle co nie lubią pisać o sobie, co w ogóle mają problemy z pisemnymi wypowiedziami. Uparcie będę starała się je jednak przekonać, że właśnie tego typu relację (o dniu codziennym) są najprostszym sposobem na „naukę pisania”, czego jestem żywym dowodem. To internetowy blog sprawił, że polubiłam pisanie.
Argumentów „za” i „przeciw” autoetnografii znalazłoby się na pewno jeszcze kilka, ale zwyczajnie powieliłabym czytanych przez nas autorów tekstów zajmujących się tą tematyką. Osobiście, jestem jak najbardziej za. Ta metoda „otwiera oczy”. Pozwala dotrzeć „głębiej”, niż cyferki czy wykresy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz