wtorek, 25 października 2016

Ćwiczenie 3

20 X 2016 Czwartek 

Aktualnie moje życie kręci się głównie wokół uczelni. Zajęcia od godziny 8... nawet całkiem ciekawe. Chwila przerwy na spotkanie ze znajomymi - mnóstwo śmiechu, żartów, zero nudy. Potem szybka teleportacja na drugi wydział - i znów ta szara, ponura i mega poważna rzeczywistość "jak w sądzie". Godzina 18 - powrót do domu, szybki prysznic, obiadokolacja i z powrotem do "książek". W końcu chwila dla mnie - maseczki, balsamy, paznokcie, serial i spać. Wieje monotonią. 

21 X 2016 Piątek

Piątek, piąteczek, piątunio.... no w końcu! Życie od weekendu do weekendu - tak bardzo studenckie. Ponownie - pobudka, zajęcia, teleportacja, ale.... wieczór jednak inny. Wielkie szykowanie do wesela! Najpierw jednak powrót do rodzinnej miejscowości. I w końcu - mami, tato, brat... mój pokój, moje łózko, moje miśki! Myślałam, ze nieco odpocznę, niestety tego wieczoru dowiedziałam się, że na owe zaplanowane wcześniej wesele wyjeżdżam o 5 nad ranem - życzę sobie powodzenia - 3h snu.. jak miło. -.- 

22 X 2016 Sobota 

Jestem w Zielonej Górze. 7h jazdy, 0h snu... czuje, że umieram. Nie! Jednak nie mogę, muszę się szykować. Umieranie dopiero jutro.

23 X 2016 Niedziela

No dobra... umieram, to mało powiedziane. Myślałam, że uda mi się jakoś odpocząć po tylu godzinach jazdy, zabawy.... a właśnie propo zabawy - dopiero teraz zauważam różnicę pomiędzy "rejonami" Polski. Wesele niby jak wesele.. tylko, że naprawdę nie znałam zdecydowanej większości piosenek (kojarzyłam może pobieżnie ze 3 utwory) i ludzie jacyś tacy "dziwni". Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że mam "typowo" podlaski akcent (wtf?! jak to?!). Nie no, wiem o co chodzi... ale nie przyszło mi nigdy do głowy komentowanie cudzej mowy. ;) Ogólnie - nie, nie podobało mi się. Nie wybawiałam się. Jakoś tak strasznie sztywno. Dziś poprawiny i powrót do domu. Zobaczymy co to będzie. 

24 X 2016 Poniedziałek 

Teraz to naprawdę umieram. Ledwo żyję. Znowu spałam może ze 3h. Poprawiny też nieudane - to samo co na weselu - strasznie SZTYWNO! 5 par na parkiecie.. wow -.- Wróciłam do "studenckiego" miasta. Jedyne o czym marze to sen, a tu tyle roboty... Zmarnowałam weekend. 

Godzina 16 - pobudka! Czas zacząć się przygotowywać do zajęć. O matko... - SPSS?! Czarno widzę tę noc. 

Godzina 1:00 w nocy - nie śpię. Jako tako przygotowałam się na jutrzejsze zajęcia. Jestem tak strasznie zmęczona, że aż nie wiem czy zasnę - taki paradoks. Dam znać jutro! :) 

25 X 2016 Wtorek 

Budzik na 8... upss.. wyłączyłam. Obudziłam się koło 10 - jednak sen był mi potrzebny. Lecę na zajęcia - czeka mnie wejściówka. Oby zaliczyć! 

Ha! Wejściówki nie było! Chwała wykładowczyni za to! :) Zajęcia - kuuurczę, ciężkie. Marnie widzę zaliczenie. Jestem jakoś strasznie ni to zdezorientowana, ni to zirytowana... byłam przeciwna tej specjalizacji, chciałam iść na inną, niestety zostałam przegłosowana. Większość roku zdecydowanie wolała "badawczą". "Ok, jakoś przetrwam" - pomyślałam. "Może faktycznie lepiej na tym wyjdę." Jak na razie muszę się jednak strasznie zmuszać do chodzenia na te zajęcia. Mam nadzieje, że mi to minie ;) 

26 X 2016 Środa 

Znów pozwoliłam sobie pospać, a później w biegu szykowałam się do wyjścia. "Po ucieczce" w połowie zajęć udałam się na na drugi koniec miasta (takie tam 20min w autobusie) tylko po to, żeby pokazać wykładowcy papierek z USOS'a i z powrotem (kolejne 20min w busie) wrócić na drugi wydział. Hate my life. Zajęcia skończyłam w miarę o przyzwoitej porze. Powrót do domu, obiad, serial i z powrotem do notatek. Tak bardzo monotonnie.

27 X 2016 Czwartek 

Pobudka! Nie ma spania! Zajęcia na 8. Na szczęście w miarę wcześnie kończę. Czeka mnie jednak znowu teleportacja z wydziału na wydział... to już drugi rok, a ja wciąż nie mogę przywyknąć... na co mi to było?!

środa, 19 października 2016

Ćwiczenie 2

Mam napisać coś o sobie?! To będzie dobre... ;) 

Urodziłam się jako mały, spasiony bąbel... dorastający w niewielkiej miejscowości w 6-osobowej rodzinie (wliczyłam też pieseła). Od najmłodszych klas szkoły podstawowej moje życie kręciło się głównie wokół sportu - koszykówki, lekkoatletyki i pływania. Nauka spadała jakoś na dalsze tory :) Zajęcia pozalekcyjne wypełniały mi dosłownie cały tydzień. Dopiero w liceum priorytetem stało się wykształcenie. "Ogarnęłam" się z bardzo dobrym skutkiem - ani ja, ani rodzice nie mogli narzekać na moje naukowe osiągnięcia. Sport (a właściwe już tylko koszykówka) ciągle zajmował ważne miejsce w moim życiu, jednak starałam się zachować równowagę w treningach, a przygotowaniach do matury. Niestety moja "kariera" rozgrywającej skończyła się w dniu, gdy na jednym z najważniejszych meczy w sezonie doznałam poważnej kontuzji - naderwałam prawe więzadło w kolanie. Zdegradowali mnie później do roli drużynowej "maskotki". 

Wybór studiów.... w sumie całkowity przypadek. Początkowo wielka niechęć, i do samego kierunku i do miasta. W ogóle nie mogłam się za klimatyzować. Wracałam do domu prawie na każdy weekend. Przeszło mi dopiero jakoś w połowie pierwszego roku - i szczerze chwała mi za to! Nie żałuję, że zostałam :) 

Na drugim stopniu zdecydowałam się na rozpoczęcie kolejnego kierunku, również na poziomie magisterskim. Chciałabym powiedzieć, że tej decyzji też nie żałuje, ale.... skłamałabym! Moje życie w tygodniu polega głównie na "teleportowaniu" się z wydziału na wydział. Kolidacja planów, dwie prace, milion tekstów, prac... MASAKRA! Szczerze - mam ogromną nadzieje, że jeśli jakimś cudem uda mi się je skończyć, to w przyszłości moje trudy będą wynagrodzone - chociaż jakimś plusem w niebie :-D. 

Co więcej o mnie? 

Ogólnie jestem dość spokojną i opanowaną osobą, nie dającą się łatwo "wyprowadzić z równowagi". Lubie dobrą, aczkolwiek, zróżnicowaną muzykę - staram się nie ograniczać do jednego typu, choć nie będę ukrywać, że najchętniej słucham jednak nieco mocniejszego brzmienia. Uwielbiam słodycze (nic tak nie poprawia humoru jak Milka) i czarny kolor. W wolnym czasie  najchętniej oglądam bajki, ale nie pogardzę też dobrym, historycznym filmem :)

niedziela, 9 października 2016

Ćwiczenie 1

1. Jakie gesty lub słowa są dla Ciebie typowe?

Zdecydowanie najczęściej, jeśli chodzi o gesty, odruchowo zakładam nogę na nogę w pozycji siedzącej bądź też "podryguje" całą nogą (głównie w sytuacjach stresowych takich jak egzamin czy zaliczenie, a niekiedy bez konkretnego powodu, od tak z nudów). Do "typowych" dla mnie gestów należy także "zakładanie rąk" (zwłaszcza, gdy jest mi zimno). Kolejny gest, który jest przeze mnie bardzo często nadużywany, zwłaszcza na różnego rodzaju fotografiach, to tak zwana "Victoria". Sama nie wiem po co to robię, ale przynajmniej moja dłoń "ma zajęcie".

"Typowe" dla mnie słowa/zwroty? Chyba najczęściej jest to "o kurczę!", "ale masakra", "nie no, porażka". :) 

2. W jaki sposób zwykle dbasz o swoje ciało / o swój wygląd? 

Przede wszystkim zacznę od włosów, bo to im poświęcam najwięcej czasu. Niestety są bardzo cienkie i kruche - podatne na wszelkiego rodzaju "uszkodzenia". Odżywki, maseczki, a nawet tabletki są dla nich codziennością. Dodatkowo, co kilka tygodni powtarzam kuracje tak zwaną "wcierką" i podcinam końcówki (zawsze mam wrażenie, że "co odrosną, to od razu ścinam", dlatego praktycznie cały czas są jednakowej długości ^.^ )

Do codziennych rytuałów mogę też śmiało zaliczyć różnego rodzaju lekkie, naturalne kremy do twarzy i dłoni. Co kilka dni natomiast, peeling ciała i balsam.

Ostatnio sporą uwagę poświęcam też paznokciom. Koleżanka "zaraziła mnie" fascynacją hybrydowego manicure, który faktycznie jest ciekawą opcją jeśli nie ma się zbytnio czasu na tego typu rzeczy. Prawie 3 tygodnie bez poprawek, odpryśnięć itp. - w sam raz dla mnie.

3. Z jakiego powodu ostatnio płakałeś/aś lub śmiałeś/aś się? 

Z reguły staram się jednak nie płakać, zwłaszcza w miejscu publicznym. Ostatni raz, w domowym zaciszu, zdarzyło mi się uronić kilka łez ze złości i irytacji, w jakie wprawiła mnie moja "wakacyjna praca" (za błędy kucharza, zawsze "obrywa" kelnerka...). Co do śmiechu, chyba najbardziej uradowana byłam czytając różnego rodzaju dowcipy i anegdotki na facebook'owej stronie "Moje studia to żart'. Jakoś poprawia mi humor dystans jaki mają autorzy strony do codziennej, studenckiej rzeczywistość i to jak trafnie ją jednak tymi żartami oddają. Taki przykład:







źródło:  Moje studia to żart


4. Jakiego rodzaju duchową aktywność codziennie podejmujesz?

"5 minut dla mnie" - tego zwrotu używam, kiedy wędruje, siedzę, leżę w słuchawkach na uszach z dobrą muzyką. Jest to coś bez czego nie wyobrażam sobie dnia. Wybór utworów uzależniony jest  przede wszystkim od mojego humoru - jeśli jest on zły koniecznie musi to być szybki i rytmiczny kawałek, przy którym nie da się "zamulać". Zawsze pomaga. :)

Ponadto staram się w miarę regularnie wykonywać różnego rodzaju ćwiczenia w myśl zasady - w zdrowym ciele, zdrowy duch. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to moją "codzienną aktywnością" - łatwiej byłoby powiedzieć, że wynika to "z braku czasu", ale po co kłamać? To przez moje lenistwo :)

Często też uciekam (pomimo wieku - mama kazała mi to dopisać) do świata bajek i kreskówek - kolorowa rzeczywistość jest dużo łatwiejsza i zawsze poprawia mi humor.

5. Jaką książkę (pomijając lektury zadane na zajęcia) ostatnio przeczytałeś/aś?

"Anastazja" Petera Kurth'a.  Książka ta opowiada historię kobiety, która znana jest bardziej jako Anna Anderson. Podawała się ona za cudem ocalałą Księżnę Anastazję - najmłodszą córkę ostatniego cara Rosji - Mikołaja II z dynastii Romanowów. Kobieta znała bardzo dużo szczegółów z prywatnego życia carskiej rodziny i przekonała do siebie i swojej historii wiele osób. Więcej jednak zniechęciła i zyskała grono bardzo wpływowych wrogów. Jej historia stała się także inspiracją do powstania wielu filmowych ekranizacji, a także animacji dla dzieci. 

Szczerze, czytając tą książkę zmieniałam zdanie dosłownie co stronę - "to ona!", "nie, to jednak nie ona"... Polecam! Sami oceńcie ;)

6. W jakiego rodzaju działaniach jesteś najbardziej kreatywny/a? 

Ciężko powiedzieć. Wydaje mi się, że całkiem nieźle radzę sobie z wymyślaniem różnego rodzaju "domowych rozwiązań" na przykład na praktyczny wystrój pomieszczeń. Często też wyszukuje w Necie jakieś nietypowe porady, które potem stosuje i polecam znajomym typu "czyszczenie białych trampek" - łyżeczka wody, 2 łyżeczki sody, łyżka wody utlenionej, szuru buru i na słońce - działa! :)

Ponadto nieźle radze sobie w pracach manualnych - jakieś rysunki czy ozdobne pudełeczka - nawet mi to wychodzi.